Tradycje Wielkanocne


Do świąt wielkanocnych przygotowywano się przez 40 dni postu. Jeszcze przed II wojną światową jedyny dozwolony tłuszcz używany przez te 40 dni to był olej, a jedyne mięso to mięso z ryb. Właściwe obchody świąt zaczynały się w Niedzielę Palmową. W ten dzień święcono palmy w kościele. Czyniono to na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy, gdzie witano Go gałązkami palmy. Nasze palmy z reguły były skromne składające się z gałązki wierzbowej i zielonej gałązki z porzeczki lub maliny. W tym celu wcześniej ścinano te gałęzie i wstawiano w domu do wody, aby wypuściły zielone listki. Dodawano też suszone kwiaty lub kwiatki z bibułki. Bardziej okazałe były palmy na Kurpiach i w rejonach górskich. Poświęcana palma nabierała mocy magicznej. Po powrocie do domu każdy z domowników musiał połknąć kotkę baziową - chroniło to przed chorobami gardła przez cały rok. Poświęcaną palmę wieszano w domu za obrazem świętym. Miała ochraniać dom przed uderzeniem pioruna. Dymem z palmy okadzano chore zwierzęta. Uderzano też palmą bydło wypuszczane po raz pierwszy po okresie zimowym na pastwisko, aby zapewnić im zdrowie i płodność. Na Kujawach w Niedzielę Palmową odbywało się tak zwane palmowanie - wczesnym rankiem młodzi chłopcy chodzili po domach, gdzie były panny na wydaniu i uderzali je gałązkami wierzby. Miało to zapewnić dziewczynie powodzenie i chęć do pracy. Bijąc wypowiadali przy tym wierszyk: "Nie ja biję, palma bije Palma bije nie zabije Siedem dni i siedem nocy Doczekamy Wielkanocy"

Niedziela Palmowa rozpoczynała tzw. Wielki Tydzień. W tym czasie przygotowywano pokarm na święta. Z reguły odbywało się świniobicie i przygotowywanie kiełbas, salcesonów, galaret i innych przetworów z mięsa. Odbywało się też pieczenie ciast, przede wszystkim bab i mazurków. Im bardziej wyrośnięta była baba tym większy był powód do dumy dla gospodyni. W Wielki Czwartek milkły dzwony w kościele. Na nabożeństwa wzywano za pomocą drewnianych klekotek i trajkotek. Z tymi "instrumentami" biegali przede wszystkim młodzi chłopcy czyniąc przy tym niesamowity hałas, co sprawiało im wielką frajdę w czasie tego długiego okresu powagi. W kościołach przystrajano „Groby Pańskie”, a warte przy nich trzymali tzw. Turcy. Ubrani byli w stroje strażackie, lub kostiumy na wzór wojskowych. Nazwa ta wywodzi się od czasów najazdów tureckich. Tłumaczono, że grobu Pana Jezusa pilnowali niewierni, a dla przeciętnego Polaka niewierny oznaczał Turka. Przygotowywano też pokarm do święcenia w Wielką Sobotę.

Nie mogło oczywiście także zabraknąć jajek, które były atrybutem tych świąt. Dawniej barwniki używane do malowania jaj były pochodzenia roślinnego. Z suszonych kwiatów czarnej malwy uzyskiwano barwnik niebieski. Z mchu lub młodego żyta moczonego przez kilka dni otrzymywano kolor zielony. Od koloru żółtego do ciemnobrązowego - w zależności od czasu gotowania - jajka malowano w Cebulaku. Kolor czarny uzyskiwano z kory dębu. Piękny kolor czerwony pochodził z larw robaka o nazwie czerw, pasożytującego na korzeniach poziomek. Ponieważ zbierano go w czerwcu, stąd nazwa miesiąca czerwiec. Na marginesie możemy powiedzieć, że Polska była największym eksporterem tego surowca do początku XIX wieku, kiedy to wprowadzono farby anilinowe. Techniki zdobienia jaj były różne. Najstarszą techniką zdobienia było malowanie woskiem. Roztopiony wosk za pomocą patyczka lub lejka rozprowadzano po powierzchni jajka „pisząc” różne wzory. Potem zanurzało się jajko w barwniku. Jajko pod woskiem pozostawało nie zabarwione. Wosk ścierało się ciepłą ściereczką. Jeżeli kilkakrotnie powtarzano zabieg, za każdym razem zanurzając w innym barwniku uzyskiwano pisankę wielokolorową była to metoda batiku.

W regonie łowickim i sannickim jajka zdobiono poprzez oklejanie je małymi wycinankami z charakterystycznymi dla tych regionów motywami przede wszystkim kogutkiem. Dodatkowo też przygotowywano w podobny sposób z wydmuszek dzbanuszki, które stawiano przed domowymi ołtarzykami w czasie świąt wielkanocnych. Na terenie Kurpi Puszczy Zielonej zdobiono jajka oklejając je rdzeniem z sitowia i kolorową włóczką w różne wzory. Na Śląsku Opolskim zdobiono je wyskrobując wzór na malowanym tle. Była to bardzo precyzyjna praca i zdobione w ten sposób jajka przypominały małe dzieła sztuki - nosiły one nazwę kroszonek. Inną techniką zdobienia pisanek było trawienie kwasem. Na malowanym tle wytrawiano wzór za pomocą kwasu - z kapusty, octu itp. wzór i wycierano ściereczką. W ten sposób miejsca pociągnięte kwasem odbarwiały się tworząc jasny wzór na ciemniejszym tle.

W wielką Sobotę święcono rano pokarmy. Początkowo do świecenia noszono wszystkie te pokarmy, które były przygotowane do zjedzenia w czasie tych świąt. Były to przede wszystkim jaja - dochodziło nie raz do kopy w koszu, salcesony, twarogi itp. Nie mogło oczywiście zabraknąć chleba i soli. Często też wkładano do kosza całe łby świńskie, albo też część łba z uchem. Był to zabieg magiczny, wierzono bowiem, że dzięki temu prosiaki będą się darzyły. Czasem pokarmu do świecenia przygotowywano tak dużo, że trzeba było do kościoła wieźć kosze wozem. W miejscowościach, gdzie nie było kościoła ustawiano pokarmy po krzyżem na rozstajnych drogach. Ksiądz objeżdżając swoją parafię zatrzymywał się pod krzyżami i święcił pokarmy. Do dworu i najbogatszych gospodarzy ksiądz przyjeżdżał osobiście. Swoje święcone gospodarz ustawiał na stole, ustawionym na centralnym miejscu i odświętnie ustrojonym kwiatami i zielonym. Natomiast na dostawionych stołach, na ławach, stołkach ustawiali swoje święcone sąsiedzi.. Przynosząc swoje święcone „za usługę” zostawiali dla księdza po kilka jajek, kawałek kiełbasy czy innej wędliny. Gospodarz odwoził to na drugi dzień na plebanię.

W Wielką Sobotę odbywało się wieczorem na placu kościelnym święcenie ognia i wody. Wodę święciło się w ogromnych kadziach. Gospodarz nabierał wodę z kadzi do buteleczki lub innego naczynia. Po powrocie do domu kropił tą wodą wszystkich domowników, aby zapewnić im zdrowie i powodzenie, następnie szedł do obory i kropił bydło. Na końcu wodą tą kropił granice swojego obejścia. Resztę przechowywano do następnego roku na wypadek śmierci, koniecznego chrztu itp. W tym dniu w domach wygaszano ogień i rozpalano ognisko przed kościołem. Wyciągano z ogniska płonące szczapy i niesiono do domu, aby od tego świętego ognia rozpalić w domu nowy ogień. Często tez przynoszono do domu tarninę wyciąganą z ogniska i zawieszano nad drzwiami splecioną w kształcie korony na pamiątkę korony cierniowej Pana Jezusa. Korona ta miała chronić przed uderzeniem pioruna i pożarem.

Niegdyś msza rezurekcyjna odbywała się w sobotę wieczorem. W XIX wieku przeniesiono ją na godz. 06.00 w niedzielę. Dziewczyny, które chciały mieć piękną cerę i osoby chore przed mszą rezurekcyjną udawały się nad rzeki i strumienie aby wraz z pierwszym uderzeniem dzwonów kościelnych obmyć się w wodzie. Woda miała zabrać wszystkie choroby i skazy skórne. W czasie mszy i po mszy hałaśliwie objawiano radość ze zmartwychwstania Jezusa. Strzelano z kalichlorku, batów, strzelb. Po mszy odbywały się wyścigi gospodarzy. Wierzono bowiem, ze kto pierwszy dotrze do domu ten pierwszy zakończy żniwa. Ten dzień spędzano w rodzinnym gronie. Rano po mszy było uroczyste śniadanie. Składano sobie życzenia dzieląc się święconym jajkiem. Skorupki ze święconego jajka dawano kurom aby się dobrze niosły, albo zakopywano w polu aby ochronić zbiory przed robactwem. Jeżeli natomiast pies zjadł kawałek święconego, to w domu zalęgały się myszy. W tym dniu nie wolno było nic robić, był to dzień przeznaczony dla odpoczynku. Spożywano pokarmy wcześniej przygotowane. Był to czas „obżarstwa” po czterdziestodniowym poście i przed przednówkiem. Każdy powinien w te święta najeść się do syta. Zgodnie z wierzeniami jeżeli ktoś w te święta nie będzie głodny temu przez cały rok nie zabraknie pożywienia.

Odbywały się też zabawy z udziałem jajek. Najczęściej były to zbitki. Dwie osoby stawały naprzeciw siebie i każda trzymając jajko w garści uderzały jajkami. Pęknięte jajko przechodziło na własność zwycięzcy. Niektórzy posiadający jajko z wyjątkowo twardą skorupką zdobywali po kilkadziesiąt jaj. Wszelkie próby oszustwa były surowo tępione. Oszustowi zabierano wszystkie jajka, a ponadto był potępiany przez całą społeczność. Znana była też zabawa tzw. taczanka. Pisanki puszczano z jakieś górki i właściciel jajka które pozostało całe, zabierał wszystkie pozostałe. Po południu na niektórych terenach Polski odbywały się wywoływani. Polegało to na tym, że najbardziej wygadany chłopak wchodził na drzewo i głośno - często rymując - ogłaszał ile i za co która dziewczyna dostanie wiader wody w Lany Poniedziałek. Chłopak, który miał skłonność do danej dziewczyny mógł ja wykupić i wtedy tylko on miał prawo do oblania ja wodą.

Poniedziałek Wielkanocny zwany też Lanym, Lejkiem lub Dyngusem - Śmigusem. W ten dzień od rana chłopcy czatowali na dziewczyny aby oblać je wodą. Woda miała moc oczyszczająca, zapewniała dziewczynom powodzenie. Dlatego też był wielki dyshonor dla dziewczyny jeżeli nie została przynajmniej pokropiona wodą. Często taka biedula sama oblała się wodą i z wielkim krzykiem leciała przez wieś aby wszyscy ją widzieli. Jednak, gdy ktoś przypadkiem to zauważył to była pośmiewiskiem i przedmiotem niewybrednych żartów całej wsi. Chłopcy zbierali się grupkami - najlepiej było przydybać dziewczynę jeszcze w łóżku, wtedy było najwięcej uciechy. Złapaną dziewczynę często „moczono” też w korycie lub pod pompą. Oblewano je wiadrami z wodą, skopkami lub tez specjalnymi sikawkami. Sikawki te działały na zasadzie tłoka - były poręczne i niosły na większa odległość. Dziewczęta nie pozostawały dłużne - też zbierały się w grupki i próbowały złapać jakiegoś chłopaka, aby sprawić mu kąpiel. Tak bawiła się nie tylko wieś ale również mieszczanie i drobna szlachta. Później w wyższych warstwach magnaterii i szlachty przyjęło się symboliczne pokropywanie perfumami.

Oblewanie się wodą obowiązywało tylko do południa, po południu był już zakaz. Młodzież po tym bawiła się wspólnie. Trzeba też zaznaczyć, że na terenie Warmii i Kujaw oblewanie woda nie było znane. W tym dniu smagano się witkami wierzbowymi. Przed wojną na terenie Mazowsza, Podlasia i Kurpi na Poniedziałek Wielkanocny stawiano tzw. huśtawki wielkanocne. Były one kilkumetrowej wysokości. Huśtanie się na nich miało zapobiec bólom głowy przez cały rok. Służyły też popisom zręcznościowym. Chłopcy starali się ta rozhuśtać, aby przewinąć się dookoła osi huśtawki. Powodowało to częste upadki, które kończyły się nieraz śmiercią śmiałka. Dlatego po wojnie zabroniono stawiania huśtawek i ten zwyczaj zmarł śmiercią naturalną. W tym dniu i z tego samego powodu dla dzieci i dziewcząt budowano karuzele. Na pniu osadzano deski i odpychając się nogami od ziemi obracano się wokół pnia. Konstrukcje te były rozbierane zaraz po świętach. Po świętach wielkanocnych następował czas zabaw czyli karnawał. Jeszcze tylko w następną niedzielę po świętach tzw. Przewodnią - spożywano resztki śniadania wielkanocnego i oblewano się symbolicznie wodą wedle przysłowia „na Przewody wylej resztę wody”.